Liceum przyniosło wiele długo oczekiwanych zmian. Bezpodstawny strach okazał się jednak mieć swoje uzasadnienie. Próbowałem zmienić swoje nastawienie do ludzi i częściowo udało mi się to. Za późno niestety zrozumiałem, że powinienem zmienić również moje nastawienie do siebie samego.
Powakacyjny czas był momentem, w którym zadawałem sobie wiele pytań. Był to również moment, w którym runęło wiele założeń, na które kiedyś solidnie pracowałem. Nie byłem do końca pewny co przyniesie mi nowy etap, który właśnie rozpocząłem. Najbardziej bałem się narastających we mnie kompleksów i ludzi mogących zwrócić uwagę na to jak bardzo jestem nieidealny. To uczucie było śmiertelnym płynem zacierającym mój motor napędowy, moje postanowienia, moje oczekiwania.
Zależało mi na tym by w klasie być kimś wartościowym. Tak... zależało mi na tym jedynie na początku, do momentu kiedy zorientowałem w jakim toksycznym towarzystwie faktycznie się obracam. Chciałem mieć dużo znajomych, ale szybko stwierdziłem, że wole mieć ich mało, lecz żeby byli w ceniony we mnie sposób wartościowi. Niestety, po nieudanych próbach okazało się, że nie jestem stanie znaleźć takiej osoby.
Pomimo otwartości z jaką podchodziłem do każdej nowo poznanej osoby nikt nie chciał budować ze mną trwalszej relacji, również ja nie upatrzyłem sobie nikogo z kim mógłbym chociaż chcieć mieć coś wspólnego. Każdy chłopak z klasy okazywał się totalnym imbecylem, w końcu nie myślałem o nich z osobna, lecz jak o bydle, o wszystkich razem. Razem w końcu wytworzyli niesamowitą psychozę, pod której presją sami musieli grać ludzi, którymi nie byli. W mgnieniu oka okazało się, że obracam się w środowisku pełnym nienawiści, prostactwa, badziewnego poczucia humoru i zakłamania.
Kompletnie nie zamierzałem dłużej trwać w tym syfie. Całkowicie odciąłem się od debili wokół mnie. Starałem się być samotnym żaglowcem, i do końca wierzyłem w to, że nim właśnie jestem. To nic, że przy mocnym wietrze żagle wyginały mi się w każdą możliwą stronę. To nic, że przy nawet delikatnej burzy woda wlewała mi się za burtę. Byłem całkowicie niezależny i w tym momencie, pomimo, że przez okres dwóch lat spędzonych w tamtym liceum byłem niemal całkowicie samotny, z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jestem z siebie niesamowicie dumny. Jestem dumny, że udało mi się pozostać niezależnym, nie poddać się żadnej presji co mogłoby doprowadzić do przyłączanie i stania się takim samym idiotą, oraz że nie dałem się zwariować przez tak długi czas.
Po jakimś czasie, a zajęło to około miesiąca, faktycznie znalazłem kogoś, kto stał się dla mnie kimś bliskim i wyjątkowym. Dziewczyna ta sprawiła, że byłem w stanie ponownie uwierzyć w siebie. W końcu stałem się dla kogoś atrakcyjny pod względem inteligencji, humoru i ironii. Trzymaliśmy się razem do końca przez cały rok szkolny, i był to wspaniały czas, po czym dziewczyna ta postanowiła zmienić szkołę, gdyż miała już dość obracania się w środowisku wytworzonym przez klasę.
Drugi rok rozpocząłem w świadomości, że będę sam. Ciężko było mi pogodzić się z myślą, że codzienny śmiech i wspólne wygłupy przeszły właśnie do historii. Czy kłamałbym mówiąc, że gdybym szukał nazwy dla tego okresu, końskie gówno było by nieodpowiednie? Z perspektywy jestem w stanie zobaczyć jak bardzo chwiejne i ulotne były momenty wiary w siebie. Mogę dokonać tej retrospekcji dopiero teraz, ponieważ obecnie jestem na wyższym poziomie i nie martwię się już o to, o co martwiłem wtedy, kiedy bałem się nawet pomyśleć, że jestem zbyt mało pewny siebie.
Powoli przechodziłem kolejne stany załamania, a wszyscy wokół mnie, którym powinno na mnie zależeć- mama, wychowawca, pedagog, zamiast starać się mnie zrozumieć i pomóc naskakiwali na mnie, że nie chodzę do szkoły, że mam słabe wyniki w nauce. Starałem się zachować balans. Wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić. Wszyscy moi znajomi głośno krzyczeli jak bardzo olewają sobie szkołę i naukę. Nie chcę nawet nikogo przekonywać, jak bardzo wyprzedzałem ich w tym niezaszczytnym wyścigu. Na moim koncie było mnóstwo oszustw i podstępstw, względem wychowawcy, nauczycieli, rodziców, lekarzy... notoryczne zawodzenie matki, zamiana sposobu usprawiedliwiania w regulaminie szkolnym, bunt w klasie z powodu niesprawiedliwego usprawiedliwiania mojego olewatorstwa.
Zakodowałem sobie jedno. Nie ważne więzi społeczne i to co wszyscy o mnie gadają. Nie ważne oceny, to co myślą nauczyciele i ilość nieobecności. Mój system był niezawodny. Jako jedyny orientowałem się we wszystkim i nadrabiałem zaległości z lekcji na których mnie nie był, zaliczałem najważniejsze sprawdziany, bo moim celem było zdanie i przejście do kolejnego etapu.
W tamtym momencie tym, co nie pozwalało mi zwariować był mój chłopak, o którego poznaniu jeszcze nie wspominałem...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koledzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koledzy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 stycznia 2012
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Odłamał się
Czas przejścia z podstawówki do gimnazjum okazał się dla mnie czasem metamorfozy. Zmiany te dotyczyły zarówno fizyczności, czy między innymi tego, że bardzo szybko urosłem i wyszczuplałem, ale również poukładało mi się w głowie. Nabrałem większego dystansu do siebie i w końcu zacząłem patrzeć na to co myślę ja, a nie to co powiedzą inni. Nabrałem ogólnej ogłady i ukierunkowałem w jakiś sposób swój światopogląd.
Pamiętam dokładnie jak pierwszego dnia na apelu poznałem swoich nowych klasowych kolegów. Pamiętam również z jakim obrzydzeniem na nich patrzyłem, ponieważ zachowywali się i wyglądali źle. Mimo, że nie oceniałem w tym okresie każdego napotkanego chłopaka na ulicy pod względem tego czy mi się podoba (jak robię to teraz), zauważałem na pewno to co mi się absolutnie nie podobało. Tak własnie było w tym przypadku.
Poznając ich szybko stwierdziłem, że nie są dla mnie dobrym towarzystwem, a wręcz kolidują z poziomem intelektualnym, na który mnie wyniosło. Alternatywą dla chłopaków były oczywiście dziewczyny. One wydawały mi się bardziej inteligentne, a w ich towarzystwie czułem się bardziej komfortowo.
Ważną kwestia była też higiena osobista, na którą zwracałem (i ciągle zwracam) szczególna uwagę. W tamtym okresie nie znalem dziewczyny, która wydzielałaby jawnie przykre zapachy zarówno z ciała jak i buzi, a to niestety było notoryczne i notorycznie obrzydzające u chłopaków. Dziewczyny nawet gdy miały jakaś skazę potrafiły to z łatwością i w miarę elegancki sposób zatuszować.
Postanowiłem więc trzymać z dziewczynami, i tak właśnie się stało. Niemalże całą pierwszą spędziłem wyłącznie z nimi. Mimo, że sporadycznie kontaktowałem się z kolegami z klasy, często tego żałowałem. Nie dawało mi to również satysfakcji, co doprowadziło do tego, że uznałem, iż nie ma sensu robić coś z czego nie czerpie żadnych korzyści, czy przyjemności.
Po pewnym czasie wszyscy i tak zaczęli dostrzegać czyją stronę trzymam i wielu się to nie podobało. Doszło do tego, że na godzinie wychowawczej ktoś poruszył mój temat i tego, że nie trzymam się z klasą - a dosadniej z chłopakami. A przecież. Powinienem? Gdy usłyszałem, do czego zmierzają pojedyncze uwagi postanowiłem wstać i w pojedynek niczym Kurt z Glee stawić czoło wszystkiemu co mi zarzucali.
Długi czas przewlekał się motyw nie podawania przeze mnie ręki na powitanie. Powiedziałem więc, że nie uznaje tego za coś higienicznego, że w wielu rozwiniętych krajach zaprzestało się tego, tak samo jak całowania kobiet w rękę. Wyznałem także, że brzydzi mnie ściskanie spoconych rąk i nie zamierzam tego robić. Wywołało to zdziwienie na twarzach wielu, także mojej wychowawczyni.
Jako osoba otwarta, która nie bała się występować publicznie, oraz publicznie wygłaszać to co myśli, oraz z racji, że byłem najładniejszy w klasie, często wybierano mnie na różne konkursy jako reprezentanta klasy, oraz apele, na których występowałem.
Dolewało to jedynie oliwy do ognia. Po jakimś czasie chłopacy odwrócili się ode mnie - dziwaka. A ja cieszyłem się nawet z tego, do momentu gdy zaczęli mi robić głupie uwagi. Przez jakiś czas byłem wyśmiewany i nazywany lalusiem czy babochłopem. Było to spowodowane również tym, że starałem się ubierać jak najładniej i zawsze pachnieć. Nie powiem, że w szkole byłem dręczony z tego powodu. Było to incydentalne, i miałam świadomość, że sam sobie to w gruncie rzeczy zawdzięczam.
W połowie drugiej klasy było całkowicie inaczej. Nie wiem, czy niektórzy tak nagle zmądrzeli, czy ja obniżyłem swoje oczekiwania, lecz zacząłem się dogadywać również z chłopakami. Zostałem zapraszany na rożne spotkania i stałem się częścią męskiej klasy. Mimo to, ciągle trzymałem się z trzema dziewczynami, z którymi jak mówiliśmy, tworzyliśmy elitę.
Po dzień dzisiejszy niektórzy chłopacy z gimnazjum są moimi dobrymi kolegami.
Pamiętam dokładnie jak pierwszego dnia na apelu poznałem swoich nowych klasowych kolegów. Pamiętam również z jakim obrzydzeniem na nich patrzyłem, ponieważ zachowywali się i wyglądali źle. Mimo, że nie oceniałem w tym okresie każdego napotkanego chłopaka na ulicy pod względem tego czy mi się podoba (jak robię to teraz), zauważałem na pewno to co mi się absolutnie nie podobało. Tak własnie było w tym przypadku.
Poznając ich szybko stwierdziłem, że nie są dla mnie dobrym towarzystwem, a wręcz kolidują z poziomem intelektualnym, na który mnie wyniosło. Alternatywą dla chłopaków były oczywiście dziewczyny. One wydawały mi się bardziej inteligentne, a w ich towarzystwie czułem się bardziej komfortowo.
Ważną kwestia była też higiena osobista, na którą zwracałem (i ciągle zwracam) szczególna uwagę. W tamtym okresie nie znalem dziewczyny, która wydzielałaby jawnie przykre zapachy zarówno z ciała jak i buzi, a to niestety było notoryczne i notorycznie obrzydzające u chłopaków. Dziewczyny nawet gdy miały jakaś skazę potrafiły to z łatwością i w miarę elegancki sposób zatuszować.
Postanowiłem więc trzymać z dziewczynami, i tak właśnie się stało. Niemalże całą pierwszą spędziłem wyłącznie z nimi. Mimo, że sporadycznie kontaktowałem się z kolegami z klasy, często tego żałowałem. Nie dawało mi to również satysfakcji, co doprowadziło do tego, że uznałem, iż nie ma sensu robić coś z czego nie czerpie żadnych korzyści, czy przyjemności.
Po pewnym czasie wszyscy i tak zaczęli dostrzegać czyją stronę trzymam i wielu się to nie podobało. Doszło do tego, że na godzinie wychowawczej ktoś poruszył mój temat i tego, że nie trzymam się z klasą - a dosadniej z chłopakami. A przecież. Powinienem? Gdy usłyszałem, do czego zmierzają pojedyncze uwagi postanowiłem wstać i w pojedynek niczym Kurt z Glee stawić czoło wszystkiemu co mi zarzucali.
Długi czas przewlekał się motyw nie podawania przeze mnie ręki na powitanie. Powiedziałem więc, że nie uznaje tego za coś higienicznego, że w wielu rozwiniętych krajach zaprzestało się tego, tak samo jak całowania kobiet w rękę. Wyznałem także, że brzydzi mnie ściskanie spoconych rąk i nie zamierzam tego robić. Wywołało to zdziwienie na twarzach wielu, także mojej wychowawczyni.
Jako osoba otwarta, która nie bała się występować publicznie, oraz publicznie wygłaszać to co myśli, oraz z racji, że byłem najładniejszy w klasie, często wybierano mnie na różne konkursy jako reprezentanta klasy, oraz apele, na których występowałem.
Dolewało to jedynie oliwy do ognia. Po jakimś czasie chłopacy odwrócili się ode mnie - dziwaka. A ja cieszyłem się nawet z tego, do momentu gdy zaczęli mi robić głupie uwagi. Przez jakiś czas byłem wyśmiewany i nazywany lalusiem czy babochłopem. Było to spowodowane również tym, że starałem się ubierać jak najładniej i zawsze pachnieć. Nie powiem, że w szkole byłem dręczony z tego powodu. Było to incydentalne, i miałam świadomość, że sam sobie to w gruncie rzeczy zawdzięczam.
W połowie drugiej klasy było całkowicie inaczej. Nie wiem, czy niektórzy tak nagle zmądrzeli, czy ja obniżyłem swoje oczekiwania, lecz zacząłem się dogadywać również z chłopakami. Zostałem zapraszany na rożne spotkania i stałem się częścią męskiej klasy. Mimo to, ciągle trzymałem się z trzema dziewczynami, z którymi jak mówiliśmy, tworzyliśmy elitę.
Po dzień dzisiejszy niektórzy chłopacy z gimnazjum są moimi dobrymi kolegami.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Zdając sobie sprawę
Wf nigdy nie należał do moich ulubionych przedmiotów. Jako grubiutki czwartoklasista, który później, jak to się mówi, "wyrobił się", unikałem wf za wszelką cenę. Powodów niechęci nie można zliczyć do dziś. Niesympatyczny nauczyciel należał do 50% z nich. Był obleśny, zawsze mnie obrzydzał. Miał przetłuszczone włosy, był otyły, palce miał niczym serdelki, zawsze był spocony i śmierdzący. Jego wygląd był dla mnie tak bardzo odpychający, ze utrwalił mi się w pamięci bardzo szczegółowo. Taki typ, nie był specjalnie odosobniony. Na ulicach pełno było obrzydliwych facetów, odpychających całym sobą. Jednym z tych wielu był mój ojciec. Przykładowy mężczyzna, którym nigdy nie chciałbym być, którym nigdy nie będę, bo tak zadecydowałem jako dziecko.
Jest to jeden, z najbardziej zakorzenionych powodów, dla których dbam o siebie, ubierania się ładnie i zwracania uwagi na detale. Coś, co sprawia, że gej jest gejem.
Kolejna grupa kategorii męskiej to coś wręcz odwrotnego. W świecie gdzie w gazetach, telewizji, kioskach, i wielu innych miejscach pojawiały się kobiety w niekompletnych strojach. Święcącymi nagimi tyłkami, cycami i kto wie czym jeszcze, nagie męskie ciało było rarytasem. Taka odmienność była miła, ale rzadko spotykana. Na gazetach nie często spotykałem chłopaka np. bez koszulki. Tym bardziej wzbudzało to moją fascynacje. Przełączając kanały dla dorosłych, już jako dziecko stwierdziłem, że seks oferty bardziej mnie śmieszą niż zachęcają. Poza tym taki obrzydliwy brak szacunku był dla mnie nie do pomyślenia. To co gadały, jak gadały i gdzie się dotykały sprawiło, że stało się coś, przed czym ostrzegała mnie bardzo dawno temu moja matka. |"Oglądając takie rzeczy można się do tego zrazić." I owszem zraziłem się. Lecz dlaczego nie zrazili się inni koledzy w moim wieku?
Wracając do meritum. Kontrastem dla "oblechów" byli zadbani chłopcy. Z początku nie fascynowałem o chłopakach tak jak robią to typowi geje. Nie myślałem o tym co jakiś chłopak nosi w spodniach. Moje myśli opierały się bardziej na tym w jaki sposób wyglądają inni chłopcy w moim wieku. Czy są szczupli, czy posiadają fajne ubrania, czy mają ładne twarze i dłonie. Gdy już upatrzyłem sobie "cel", zaczynałem myśleć jak fajnie było by być tak ładnym chłopakiem. Jakie fajne życie ma taki ktoś.
Śniło mi się, że chcę zamienić się ciałem z innym chłopakiem. Owa myśl powoli przekształcała się w mannie. Chciałem być ładny, teraz, natychmiast, ale nie byłem. Marnym substytutem było spotykanie się z ładnymi chłopakami i kolegowanie się z nimi. Pojedyncze gesty były dla mnie czymś więcej. Zwykłe podawanie ręki na przywitanie stało się rzeczą pociągająca i bardzo przyjemną. Ocieranie się do którego sam doprowadzałem, dotykanie telefonu mojego kolegi, było to coś czego sam nie rozumiałem.
Powoli miałem ochotę na coraz więcej. Chciałem patrzeć. Pamiętam z jaką krępacją spotykałem się z kolega, który z powodu, że było gorące lato nie nosił koszulki. Mimo to nie przeszkadzało mi to. Bałem się jedynei, że zauważy sposób w jakim na niego patrze. Wszystko to sprawiało, że całe spotkanie było jeszcze bardziej mniej naturalne.
Wf również przyczyniał się do tego, że byłem w stanie zobaczyć innego chłopaka bez koszulki, lub w samych majtkach. Najlepsze były wyjazdy na basen, gdzie większość po prostu ściągała całkowicie majtki bez żadnej krępacji Wtedy jeszcze nie myślałem o penisach w taki sposób jak teraz, lecz również podobała mi się chłopięca nagość. Zacząłem fantazjować o upatrzonym koledze. O tym jak potajemnie spotykamy się wieczorami. O tym jak się całujemy i wzajemnie dotykamy.
Z czasem zacząłem zdawać sobie sprawę, że to o czym myślałem zaczyna przytłaczać moja rzeczywistość. Zdawałem sobie również sprawę, że zaburza to koncepcje życia wielu ludzi i jest chyba nienaturalne, i przede wszystkim, że mam sporą tajemnice do ukrycia. Niemniej jedynka było to dla mnie jak najbardziej przyjemne
.
Jest to jeden, z najbardziej zakorzenionych powodów, dla których dbam o siebie, ubierania się ładnie i zwracania uwagi na detale. Coś, co sprawia, że gej jest gejem.
Kolejna grupa kategorii męskiej to coś wręcz odwrotnego. W świecie gdzie w gazetach, telewizji, kioskach, i wielu innych miejscach pojawiały się kobiety w niekompletnych strojach. Święcącymi nagimi tyłkami, cycami i kto wie czym jeszcze, nagie męskie ciało było rarytasem. Taka odmienność była miła, ale rzadko spotykana. Na gazetach nie często spotykałem chłopaka np. bez koszulki. Tym bardziej wzbudzało to moją fascynacje. Przełączając kanały dla dorosłych, już jako dziecko stwierdziłem, że seks oferty bardziej mnie śmieszą niż zachęcają. Poza tym taki obrzydliwy brak szacunku był dla mnie nie do pomyślenia. To co gadały, jak gadały i gdzie się dotykały sprawiło, że stało się coś, przed czym ostrzegała mnie bardzo dawno temu moja matka. |"Oglądając takie rzeczy można się do tego zrazić." I owszem zraziłem się. Lecz dlaczego nie zrazili się inni koledzy w moim wieku?
Wracając do meritum. Kontrastem dla "oblechów" byli zadbani chłopcy. Z początku nie fascynowałem o chłopakach tak jak robią to typowi geje. Nie myślałem o tym co jakiś chłopak nosi w spodniach. Moje myśli opierały się bardziej na tym w jaki sposób wyglądają inni chłopcy w moim wieku. Czy są szczupli, czy posiadają fajne ubrania, czy mają ładne twarze i dłonie. Gdy już upatrzyłem sobie "cel", zaczynałem myśleć jak fajnie było by być tak ładnym chłopakiem. Jakie fajne życie ma taki ktoś.
Śniło mi się, że chcę zamienić się ciałem z innym chłopakiem. Owa myśl powoli przekształcała się w mannie. Chciałem być ładny, teraz, natychmiast, ale nie byłem. Marnym substytutem było spotykanie się z ładnymi chłopakami i kolegowanie się z nimi. Pojedyncze gesty były dla mnie czymś więcej. Zwykłe podawanie ręki na przywitanie stało się rzeczą pociągająca i bardzo przyjemną. Ocieranie się do którego sam doprowadzałem, dotykanie telefonu mojego kolegi, było to coś czego sam nie rozumiałem.
Powoli miałem ochotę na coraz więcej. Chciałem patrzeć. Pamiętam z jaką krępacją spotykałem się z kolega, który z powodu, że było gorące lato nie nosił koszulki. Mimo to nie przeszkadzało mi to. Bałem się jedynei, że zauważy sposób w jakim na niego patrze. Wszystko to sprawiało, że całe spotkanie było jeszcze bardziej mniej naturalne.
Wf również przyczyniał się do tego, że byłem w stanie zobaczyć innego chłopaka bez koszulki, lub w samych majtkach. Najlepsze były wyjazdy na basen, gdzie większość po prostu ściągała całkowicie majtki bez żadnej krępacji Wtedy jeszcze nie myślałem o penisach w taki sposób jak teraz, lecz również podobała mi się chłopięca nagość. Zacząłem fantazjować o upatrzonym koledze. O tym jak potajemnie spotykamy się wieczorami. O tym jak się całujemy i wzajemnie dotykamy.
Z czasem zacząłem zdawać sobie sprawę, że to o czym myślałem zaczyna przytłaczać moja rzeczywistość. Zdawałem sobie również sprawę, że zaburza to koncepcje życia wielu ludzi i jest chyba nienaturalne, i przede wszystkim, że mam sporą tajemnice do ukrycia. Niemniej jedynka było to dla mnie jak najbardziej przyjemne
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


